Wraca, nie wraca?! | Polskie Stowarzyszenie Windsurfingu

powrót do Aktualności

Wraca, nie wraca?!

Wraca, nie wraca?! Wielu miłośników windsurfingu zadawało sobie to pytanie. Tymczasem Michał Polanowski przerywa tajemnicze milczenie i zdradza sekrety swojej przyszłości. Mamy informacje ciekawe, a nawet i sensacyjne!

– Wróciłeś niedawno z wojaży po RPA, możesz zdradzić cel podróży?

– Celem podróży było spędzenie jak najwięcej czasu na wodzie lub na plaży. Kocham ocean, nawet samo przebywanie na plaży było dla mnie cudowne. Jak wchodziła dobra fala, to nie zależnie od wiatru, byłem na wodzie do ostatnich sił lub do zachodu słońca. Jak wiało to windsurfing na falach, jak nie było wiatru, to SUPowanie na falach.

– RPA to kraj, w którym jest najwięcej rekinów żarłaczy białych. Czy schodząc na wodę brałeś to pod uwagę?

– Chyba codziennie żartowaliśmy ze znajomymi, rozmawialiśmy o rekinach lub słuchaliśmy różnych historii. Jak przyjeżdżałem na plażę, gdzie rekiny się częściej pojawiają, to pierwsze co robiłem, to patrzyłem jaka powiewa flaga systemu ostrzegawczego przed rekinami. Jednak miałem świadomość, że więcej w tym otoczki, niż rzeczywistego ryzyka. Szczególnie, jak pływałem na SUPie lub windsurfingu, a nie na surfie. Podobno żarłaczowi białemu nie smakuje ludzkie mięso. 🙂

– Czy któryś ze spotów wybitnie ci przypadł do gustu?

– Jest tam dużo dobrych spotów i każdy działa inaczej przy rożnych warunkach. Bardzo lubię Platboom oraz Big Bay. Platboom, to spot najbliżej przylądka, tam fala zazwyczaj jest  największa. Czasami potrafi zmielić porządnie, nawet na samej plaży. Oprócz tego, ten spot jest położony w parku krajobrazowym, jest dziko i przepięknie. Bardzo wymagający spot, ale adrenalina jest na najwyższym poziomie. Big Bay, to spot stosunkowo łatwy, fala ma mniej mocy i jest trochę mniejsza. Lubię to miejsce, bo dzięki temu można więcej godzin spędzić na wodzie i próbować nowych rzeczy, bez obawy że sprzęt wyląduje na skalach (tak może się zdarzyć na Platboom).

– RPA było kolejnym przystankiem tej zimy. Wcześniej widziany byłeś w fabryce Starboarda. Czy zdradzisz nam cel tamtej podróży?

– Do Starboarda pojechałem odebrać nowe deski na przyszły sezon. Ciekaw byłem też nowego sprzętu olimpijskiego. Tak wiec przetestowałem sprzęt i pogratulowałem Sveinowi, Remiemu i całemu zespołowi odpowiedzialnemu za projekt. W połowie mojego wyjazdu Svein zorganizował uroczystą kolację z okazji wyboru sprzętu Starborda. Tak wiec można było uczcić ten świetny dla naszego sportu wybór. W centrum testowym pływałem codziennie, ale oprócz samego pływania odpocząłem od projektów, które prowadzę w Polsce. To też było dla mnie ważne i było dodatkowym argumentem do wyjazdu.

– Co sądzisz o wyborze akurat Starboarda na Igrzyska w Paryżu?

– Starboard to firma, która od ponad 20 lat wytycza trendy w windsurfingu. To jest świetny zespół ludzi, którzy kochają to co robią, nie boją się ciągle wymyślać nowych rzeczy. Svein, założyciel firmy, jest wizjonerem, nie tylko wytycza trendy w windsurfingu, ale też działa na rzecz ochrony klimatu i organizuje akcje prośrodowiskowe i społeczne. A jego energia sprawia, że ciągnie za sobą ludzi i zmienia rzeczywistość. Ideą do poprzedniej zmiany sprzętu olimpijskiego było zrobienie klasy najbardziej zbliżonej do formuły. A to przecież Starboard w pierwszych 5 latach tej klasy był nie do doścignięcia na wodzie i wytyczał trendy. Niestety, wówczas przy wyborze sprzętu olimpijskiego wygrało coś więcej, niż tylko dobry sprzęt. Teraz było inaczej i uważam, że to świetna decyzja dla wszystkich, za wyjątkiem Neil Pryda oczywiście.

– Wiem, że to będzie niewygodne pytanie, ale musi paść: wielu dobrych deskarzy wraca do windsurfingu, aby ścigać się na foilu. Ty na foilu żeglujesz już od dawna, zaliczyłeś jeden start w PP PSW, ale czy nie korci Ciebie powrót na stałe? 

– Ha ha. To pytanie pada często. Koledzy z pucharu dzwonią do mnie lub piszą z pytaniem kiedy wrócę i mówią, że to pewne. Moja decyzja o zakończeniu kariery była świadoma, a z perspektywy czasu widzę, że bardzo dobra dla mnie. Na ten moment nie mam potrzeby rywalizacji. A czas którym dysponuję w miejsce zawodów lub przygotowań mogę zagospodarować w inny sposób. Co prawda nie pływam mniej niż w ostatnich latach ściągania, ale pływam tam gdzie chcę, wtedy kiedy chcę i na czym chcę. Zauważyłem też, że jestem teraz idealną osobą do treningów dla najlepszych zawodników. Często do mnie dzwonią i namawiają na testowanie, a to pewnie dlatego, że mam dobrą prędkość, a nie stanowię konkurencji na zawodach. W najbliższym sezonie chętnie odwiedzę jakiś przystanek z Pucharu Polski lub inne zawody. Ale głównie po to, by spotkać starych przyjaciół. Czy wystartuję? Raczej nie, ale mówię „raczej”. J

– Jakie plany windsurfingowe na sezon 2020?

– Co do aktualnego sezonu, to jestem podekscytowany. Mianowicie podjąłem decyzję o przeprowadzce z Warszawy do Trójmiasta. I zapewne już wczesną wiosną będzie można mnie tam spotkać na wodzie. Strasznie się cieszyłem, gdy w ostatnich latach w szczycie sezonu więcej pływałem na Zegrzu niż na morzu. Zegrze jest super, szczególnie kiedy pływa się samemu. Ze względu na duże zmiany w wietrze, trzeba zachować 100% koncentracji, a wtedy trening jest intensywny. Ale morze to morze. Planuję też pływać więcej wave’u oraz surfować na SUPie i foilowym SUPie. Na przełomie lutego i marca pewnie gdzieś jeszcze wyskoczę na fale, a na wiosnę i lato po raz pierwszy w życiu będę miał na co dzień nasze kochane morze na wyciągniecie reki.



Kontakt Polskie stowarzyszenie windsurfingu

ul. Podmiejska 19
01-498 Warszawa
NIP: 522-27-98-024
Zobacz pełne dane teleadresowe